Sprawdź Promocje Kalkulator diety

Zakazane produkty. USA kontra UE.

Amerykańska popkultura utrwala wyobrażenie USA jako krainy miodem i mlekiem płynącej. Robi to tak skutecznie, że nawet w odległej Polsce, w dużych supermarketach znajdziemy osobne półki z amerykańskimi słodyczami. W internecie funkcjonują specjalistyczne sklepy, oferujące potężny wybór słodkości i słonych przekąsek prosto z USA. Często są to limitowane wersje popularnych również w Europie marek, ale dostępne jedynie za oceanem. Działania koncernów spożywczych w kwestii wpływania i kształtowania popytu są od dawna międzykontynentalne. Wytwory amerykańskiego przemysłu spożywczego są dopełnieniem i kolejnym składnikiem wizji „american dream”, który sam w sobie, również jest niejakim towarem eksportowym. Amerykańskie – przydaje statusu i pozwala zasmakować Świata. Nic bardziej mylnego. Patrząc z perspektywy jakości oferowanego pożywienia, USA jest jak śmietnik. Śmietnik, nad którym nikt nie ma kontroli. Kolorowe opakowania skrywają szkodliwe substancje, a nieświadomy klient jest przekonany o wyjątkowości bogatej oferty.

Tymczasem, produkty spożywcze, które znajdziemy w sklepach w Polsce, czy np. we Francji, Niemczech i pozostałych krajach UE, nie zawierają dodatków do żywności, które to w USA – przeciwnie – są dozwolone. Skąd te różnice i co może czyhać na nas w sklepie spożywczym w Chicago, Nowym Jorku, czy Los Angeles?

Generalne różnice

Unia Europejska zakazuje lub zdecydowanie ogranicza wiele rakotwórczych dodatków do żywności, a które w dalszym ciągu są z powodzeniem stosowane w amerykańskim pieczywie, wyrobach cukierniczych, słodkich napojach i całej reszcie przetworzonej żywności. Kolejna rozbieżność pojawia się w kwestii kilku leków stosowanych w hodowli zwierząt na mięso. Na amerykańskich ranczach hodowcy mogą więcej. Nie sposób też nie zauważyć, bo jest to częścią szerszej debaty społecznej, że coraz więcej krajów europejskich ogranicza uprawę i przede wszystkim import żywności genetycznie modyfikowanej.

Amerykańscy producenci, dla których Europa jest niesłychanie cennym rynkiem zbytu, aranżują pod niego dany produkt żywnościowy według restrykcyjnych europejskich wymogów , aby móc nim bez przeszkód handlować. Na swoje potrzeby nie dokonują zmian.

Konkretne zakazy

Przechodzimy do treści tego wpisu i przyjrzymy się liście niektórych dodatków do żywności zastrzeżonych przez Unię Europejską, ale dozwolonych w amerykańskiej żywności. Większość z nich musi pojawiać się do wglądu już na etykiecie. Sprawa komplikuje się, gdy chcemy dowiedzieć się jakichkolwiek informacji na temat leków, które stosowane są w celu zwiększenia wydajności u zwierząt hodowlanych, czy polepszenia smaku ich mięsa. Brak danych…

1. Żółte barwniki spożywcze nr 5 i nr 6 oraz czerwony barwnik nr 40

Tartrazyna – żółty barwnik nr 5 jest szeroko stosowany w napojach, deserach, sztucznym miodzie, musztardach, płatkach śniadaniowych, zupkach w proszku, itp. Może powodować swędzenie i pokrzywkę, katar sienny, bóle głowy, nadpobudliwość, bezsenność, dezorientację. Wymienione barwniki można stosować w produktach spożywczych sprzedawanych w Europie, ale muszą być one opatrzone ostrzeżeniem, że środki barwiące „mogą mieć niekorzystny wpływ na aktywność i uwagę u dzieci.”Takie ostrzeżenie nie jest oczywiście wymagane w Stanach Zjednoczonych.

Całkowite uniknięcie sztucznych barwników wydaje się praktycznie niemożliwe ze względu na ich popularność i użycie w wielu produktach. Warto jednak czytać etykiety i zrezygnować z przetworzonej żywności, aby zminimalizować ich podaż i tym samym ochronić się przed ich niekorzystnym wpływem na nasz organizm.

2. Konserwanty BHA (E320) i BHT (E321)

Wymienione wzmacniacze smaku i konserwanty podlegają surowym ograniczeniom w Europie, ale są szeroko stosowane w amerykańskich produktach spożywczych.

Dlaczego UE nie jest im przychylna? Z wielu powodów, a dyskusja i kolejne badania nad ich niekorzystnym wpływem na ludzki organizm, mogą tylko ugruntować dotychczasową wiedzę. BHA w dużych dawkach powoduje zaburzenia pracy wątroby, nerek, żołądka, tarczycy. Podejrzewany jest o możliwość wywoływania alergii. W związku z negatywnymi skutkami, zakazano stosowania go w żywności dla dzieci. Podobnie postąpiono z BHT, który może wywoływać zapalenie skóry, nadpobudliwość, zmęczenie, a w dawkach przekraczających normy – raka wątroby.

3. BVO

Rozwińmy kolejny tajemniczy skrót. Bromowany olej roślinny, bo o nim mowa, to popularny w Stanach dodatek, stosowany w napojach bezalkoholowych o smaku cytrusowym oraz napojach dla sportowców. Ze sportem i zdrowym stylem życia ma on jednak niewiele wspólnego. Używany jest w nich jako stabilizator, aby zapobiec oddzielaniu się składników. Zawiera brom, pierwiastek występujący w bromowanych środkach opóźniających spalanie (zmniejsza palność pewnych materiałów), a badania sugerują, że może on odkładać się w organizmie i potencjalnie istnieje ryzyko wystąpienia utraty pamięci oraz problemów skórnych i nerwowych.

W UE i Japonii BVO jest niedozwolone w przemyśle spożywczym. USA próbuje uporać się z nim już od 1970 r., kiedy to Amerykańska Agencja Żywności i Leków wykreśliła BVO z listy bezpiecznych składników. Potężne lobby producentów słodkich napojów wywalczyło jednak dla siebie furtkę. W określonych proporcjach mogą go w dalszym ciągu dodawać do swoich produktów. Trzeba jednak oddać największym koncernom, kojarzonym z kolorowymi napojami, że w ostatnich latach sukcesywnie eliminują BVO i zastępują go innymi, mniej kontrowersyjnymi stabilizatorami.

4. Bromian potasu oraz ADA (azodikarbonamid)

Oba to polepszacze. Oba zakazane w UE. Oba nadmiernie używane w amerykańskich wypiekach: ciastkach, bajglach, bułkach, chlebie, cieście do pizzy, itp. Aby ciasto lepiej rosło, a skórka pięknie błyszczała. Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) uważa je za potencjalnie rakotwórcze dla ludzi i postuluje u agencji rządowych o całkowity zakaz ich stosowania.

5. Leki na farmach

Farmaceuci, strzykawki i leki na sielskiej farmie? Wszystko w imię zwiększenia produkcji i zysków. W Unii zakazanych jest wiele leków, które wykorzystuje się w amerykańskiej hodowli zwierząt gospodarczych. Te najbardziej kontrowersyjne to bydlęcy hormon wzrostu, wykorzystywany przez amerykański przemysł mleczarski w celu zwiększenia produkcji mleka oraz raktopamina. Dodawana do paszy dla trzody chlewnej i indyków promuje szybki wzrost. Dla ludzi może być niebezpieczna, ponieważ swoją budową przypomina leki na rozszerzenie dróg oddechowych. Istnieje więc ryzyko, że może być ona potencjalnie groźna dla pewnej grupy osób cierpiących na zaburzenia układu krążenia.

Niebezpieczeństwo czyha zarówno na półkach sklepowych, jak i w umowach handlowych pomiędzy państwami. Miejmy nadzieję, że coraz bardziej świadoma opinia publiczna na całym Świecie, będzie potrafiła skutecznie wywierać presję na producentów żywności oraz na instytucje powołane do kontroli żywności. Czytajmy też etykiety, a wszystkie podejrzane chemiczne nazwy omijajmy szerokim łukiem. Pamiętajmy, że im mniej w składzie, tym lepiej dla naszego zdrowia.